Monday, 14 August 2017

La Polka du Pilier Voltigeur TD+ | 6b


Podczas śniadania Chmielu nie specjalnie wydaje się przekonany do wspinania. Nie dość, że nadal jesteśmy zmęczeni po poprzednim dniu, to tego dnia czeka


nas jeszcze zejście ponad 1200 metrów do auta...



Ostatecznie jednak udaje mi się go przekonać. ;-) ... i tak po śniadaniu, we dwójkę, ruszamy na 280 metrową La Polka du Pilier Voltigeur na pobliskiej


Aiguille Orientale du Soreiller.


Aiguille Orientale du Soreiller widoczny z Aguile du Dibona



Mimo, że mniej więcej wiemy jak przebiega droga, to znalezienie startu nie jest takie proste. Dobrą chwilę rozglądamy się w poszukiwaniu jakiegoś

charakterystycznego punktu z topo. Dopiero po kilku minutach udaje mi się wypatrzeć pierwsze stanowisko znajdujące się paręnaście metrów nad nami. Dojście


do niego to nieubezpieczony slab za ~5b, którego ostatecznie przechodzę w podejściówkach. Zdecydowanie nie jest to to, co lubię we wspinaniu najbardziej ;-)



Tego dnia mam przyjemność prowadzenia pierwszego wyciągu (6a+). "Na przebudzenie" kilka łatwych przechwytów doprowadza mnie, już po paru metrach,

do kluczowej dla wyciągu rysy. Z początku nie jestem pewny jak ją "ugryźć". Patrząc jednak na ślady magnezji, pozostawione przez chłopaków (poprzedniego


dnia), narzuca się trawers na rękach. Jednak po kilku pierwszych metrach stwierdzam, że jest zdecydowanie za trudno jak na tylko 6a+! Cofam się więc i


wychodzę trochę wyżej. I tak na nogach a nie na rękach przechodzę kluczowe trudności wyciągu.



Wyciąg drugi (V+) prowadzi Chmielu. Od pierwszych metrów widać, że po rozwspinaniu w Ailefroide, w slabie czuje się jak ryba w wodzie! Szybko przechodzi


połóg i dociera pod wyceniony na 6a okap. Tutaj z powodu mokrych chwytów i stopni na chwilę się zatrzymuje, jednak po chwili namysłu i okap sprawia mu


większych problemów.



Trzeci wyciąg (V+) to kontynuacja trawersu w lewo wyprowadzającego na dużą trawiastą półkę.




Na stanie z Chmielem przeprowadzamy szybką rozmowę na temat tego, kto idzie kluczowe trudności drogi.

- Idziesz?


- Możesz iść...


- No to idę! :-)



Wyciąg czwarty, podobnie jak trzeci, jest w dalszym ciągu trawersem w lewo. Z początku łatwo...



następnie coraz trudniej...




aż pod kluczowe trudności!



Miejsce za 6b wydaje mi się dosyć trudne. Mam nie mały problem, aby z bardzo szerokiego ustawienia, wejść na lewą nogę w zacięcie, przy użyciu tylko jednej


małej krawądki na obie ręce. Na szczęście przed ostatecznym ruchem udaje mi się trochę odpocząć, dzięki czemu mogę lepiej rozplanować swoje ruchy i


przejść ostatecznie wyciąg OS.



Sam trawers wyceniony na 6b/A0 obity jest tak, że azerowanie w tym miejscu nie powinno dla nikogo stanowić żadnego problemu. Wydaje się, że spity



rozmieszczone są tutaj gęściej niż co metr. Mi po dojściu do trudności zabrakło ekspresów, przez co musiałem wypiąć poprzedni i przepiąć go dalej.



Wyciąg piąty przejmuje ponownie Chmielu. Pokonuje dwie małe przewieszki (V+), tym razem suche, i szybko już dociera do następnego stanowiska.



Od szóstego wyciągu, teren nabiera już zdecydowanie bardziej górskiego charakteru. Wspinam się już praktycznie tylko kantem filara, mając pod nogami ponad


300 metrów powietrza. Dodatkowo nie dość, że spity osadzone tutaj bardzo "skromnie", to jeszcze jakość granitu pozostawia wiele do życzenia. Podczas


prowadzenia niektóre chwyty zmuszony jestem odkładać na miejsce ;-)





Po przejściu kilkunastu metrów dalsza droga powoli jednak przestaje mi pasować. Prowadzenie liny staje się bardziej toporne a teren przestaje przypominać


ten za V+ z topo. Dodatkowo nigdzie nie mogę znaleźć stanowiska i przewieszki za 6a. Topo wskazuje jednak konkretnie "cały czas w górę".



Moje przypuszczenia okazały się słuszne, ponieważ po kilku kolejnych metrach dochodzę do końcowego stanowiska.




* Po późniejszej konsultacji z Piotrkiem i Grześkiem, którzy wspinali się na tej drodze poprzedniego dnia, doszliśmy do wniosku, że w pewnym momencie,



trzeba było przewinąć się na prawą stronę filara i dojść do kolejnego stanowiska. My zauważyliśmy je dopiero zjeżdżając z drogi. Nie mniej z perspektywy


czasu nasz "wariant" wydał się bardziej interesujący :-)




Gdy dochodzi do mnie Maciek, stwierdzamy, że stanowisko jest na tyle "niewygodne", że przerwę zrobimy sobie dopiero pod drogą po czym od razu zaczynamy


przygotowywać się do zjazdów.


Maciek - kierownik zjazdów!


Pomimo wszystkich trawersów, które musieliśmy pokonać wspinając się, Chmielu bardzo sprawnie prowadzi zjazdy, dzięki czemu dosyć szybko docieramy do


pozostawionych na pierwszym stanie rzeczy.



Pozostaje nam już tylko rozdzielenie szpeju do plecaków i ślamazarne zejście do schroniska.

No comments :

Post a Comment