Saturday, 13 July 2019

Mnichowa kolekcja. Kant Hakowy VII


Ledwo co wróciłem z Superaty, a na drugi dzień już szykował się kolejny wyjazd. Tym razem tabor KW Kraków! Jechać? Nie jechać? Mój odwieczny dylemat!



W czwartek, zaraz po powrocie, ani mi się śniło wracać. W końcu 25 km w nogach, nieprzespana noc oraz ciężkie wspinanie zrobiło niezłe spustoszenie w moim


organizmie. Jednak kiedy przyszedł piątek a na horyzoncie pojawiła się szansa na dobrą pogodę... moje nastawienie uległo lekkiej zmianie.



I tak o godzinie 16.00, wspólnie z wesoła ekipą, przekonany, że jednak dobrze robię (!), siedziałem już w aucie zmierzając w stronę Palenicy. Gdzie popełniłem


błąd? Do dziś się zastanawiam :-)



Wieczór na taborze, mimo naprawdę licznej reprezentacji KW Kraków, przebiegł nad wyraz spokojnie! Wszyscy nastawili się na wspinanie. Był warun, był


spręż, trzeba było cisnąć! Ja sam, zmielony po poprzednim dniu, o 23 leżałem już zawinięty w śpiwór. Miałem nadzieję, przynajmniej trochę zregenerować siły.



Rano ze względu na warunki, część zespołów weryfikowała swoje plany. My natomiast, wspólnie z Krzysztofem, swojej decyzji zmieniać nie zamierzaliśmy. Ja


nadal zmęczony. Z drugiej strony Krzysztof jeszcze nie rozwspinany. Słowem zespół idealny! Nasz plan zakładał fajne wspinanie przy jak najmniejszej ilości


chodzenia. Mnich! To było oczywiste! A droga? "Najpiękniejszy ciąg rys", "wzór VII" trudności" o niebywałej "urodzie 5/5". Tego dnia szliśmy na Kant Hakowy!.


Drogę, która z wielu względów, od dawna znajdowała się na szczycie mojej listy 'to-do'.


Krzysztof na końcu pierwszego wyciągu


I szczerze przyznaję, że wybór jak i sama reklama była trafiona w 100% Wspinanie było ekstra począwszy od początku do samego końca. Na tej drodze


znajduje się chyba dosłownie wszystko!


Pierwszy wyciąg świetny, choć jednak w moim odczuciu mocny. Wycena V+ zdecydowanie z górnej granicy.



Drugi wyciąg to już prawdziwa tatrzańska ekstraklasa. Zacięcie, rysa oraz techniczne ustawienia z klinami na palce. Onieśmielał mnie za każdym razem, gdy


obserwowałem go z dołu. Podczas prowadzania okazało się, że słusznie, bo trudności mimo, że VII-kowe, to przytrzymały mnie na dłużej i... mocno przemieliły.


Techniczny crux dobitnie sprowadził mnie na ziemię i pokazał jak mało jeszcze umiem. W prawdzie udało mi się to przegrzać OS-em, ale wszystko było na


granicy lotu.




Do asekuracji w dziurach na pewno przydadzą się mikro (!) friendy. Mi x4 cruxie siadły idealnie. DB x4 offset 0.2/0.3 siadł na tyle dobrze, że mało brakowało,


a został by już tam na stałe! Warto tylko nie przesadzać z przelotami, bo można sobie wyeliminować najlepsze chwyty na palce.



Po trzecim wyciągu nie spodziewałem się już za wiele. Zwłaszcza mając w pamięci wspinanie, jakiś czas temu, na Międzykanciu, kiedy to po jednym ładnym


wyciągu przyszła pora na kolejny, o którym jak najszybciej chciałem zapomnieć. Tym razem okazało się jednak zupełnie inaczej. KH oferował świetne wspinanie


do samego końca. I pomimo, że crux na trzecim wyciągu z bliska wyglądał "banalnie", to w moim odczuciu wycena VII/- wcale nie wzięła się z kapelusza! Jest


tam naprawdę co robić!


górne półki Mnichowe na wesoło! :-)


Na Górne Półki Mnichowych chciałem wydostać się jeszcze Rysą Kopczyńskich, ta jednak jak zwykle była mokra.



Gdy zjechaliśmy pod ścianę niestety zrobiło się już bardzo zimno. Na tyle, że powoli przechodziła nam ochota na wspinanie. Wcześniejszy plan zakładał jeszcze


przynajmniej Andromedę, ale finalnie nie chciało nam się tak daleko iść, więc z czystej przyzwoitości zrobiliśmy jeszcze pierwszy wyciąg Rokokowej Kokoty VII.




Szczerze mówiąc, wydaje mi się, że byłem już mocno zmęczony, bo wyciąg nie specjalnie mnie zachwycił. Początkowa rysa była mocno zabrudzona i zarośnięta


trawą. W dodatku wydawało mi się, że plakietki były mocno od siebie oddalone, co w połączeniu z bardzo technicznymi ruchami odbierało mi radość ze


wspinana. Utwierdziło mnie to tylko w przekonaniu, że start Efemeryczną Rysą, był zdecydowanie lepszym i ładniejszym wariantem do Rokokowej Kokoty. Co


każdemu szczerze polecam!



Po dojściu do stanowiska spotkaliśmy jeszcze jeden zespół, który patentował drugi wyciąg, także nie pozostało nam nic innego jak zjechać pod ścianę i zebrać


się z powrotem na tabor.



Jako, że niedziela miała być deszczowa, ja po powrocie do namiotu spakowałem się i zszedłem na parking. Reszta natomiast została na miejscu z nadzieją, na


słoneczny drugi dzień. Niestety ten plan nie do końca wypalił... chociaż na uwagę zasługuję fakt, że Krzysiek z Bartkiem, tego dnia zdążyli jeszcze zrobić


American Beauty!



2 comments :

  1. "Z Górnych Półek Mnichowych chciałem wydostać się wyżej Rysą Kopczyńskich, jednak jak zawsze była mokra."

    nie bardzo rozumiem to zdanie, bo Rysą Kopczyńskich można się wydostać na Górne Półki Mnichowe;
    z tzw. Półki z Lustrem;

    ReplyDelete