Tuesday, 6 February 2018

Cycling Andalucia - Informacje praktyczne




Dlaczego Andaluzja?


+ tanie loty


+ dobry i tani dojazd z lotniska


+ gwarantowana pogoda


+ góry w odległości zaledwie paru km od miasta


+ tanie wino





Skąd wziąć rower?


Przed wyjazdem przeglądając internet jasnym było, że wypożyczenie dobrego roweru będzie graniczyć z cudem. A nawet jeśli takaopcja będzie możliwa to


będzie dosyć skomplikowanalogistycznie. To wszystko spowodowało, że zdecydowałem się na zabranie swojego roweru z Polski. Nie miałem jednak torby...


Przez chwilę rozważałem nawet jej zakup, jednak kolega podsunął mi pomysł wypożyczenia torby na czas wyjazdu. Po przeglądnięciu kilku ofert zdecydowałem


się na wypozyczalnia.bikeatelier.pl. No i niby spoko. Aby zarezerwować torbę należy tylko wpłacić na konto wypożyczalni 50zł i torba jest dostępna na wybrany


termin. Cena za 7 dni to "jedyne" 150zł + 500zł zaliczki. Niektóre wypożyczalnie życzyły sobie nawet 1000zł, także nie jest źle!





Trochę o wypozyczalnia.bikeatelier.pl


Na wstępie chciałbym zaznaczyć, że wypożyczalnia wywiązała się z umowy w 100%! Torbę dostałem w dniu, w którym dostać ją miałem. Wszystko szybko,


sprawnie i bez problemów. Ale... No właśnie, było "ale" w postaci iluzorycznego kontaktu. Po pierwsze podczas wpłaty zaliczki musiałem upomnieć się o


potwierdzenie rezerwacji torby. To akurat jeszcze rozumem, ponieważ torbę rezerwowałem w okresie świątecznym a wiadomo jaki wtedy jest w sklepach kocioł.


Niestety na dwa dni przed odbiorem torby chciałem skontaktować się z wypożyczalnią, aby być pewnym, że obędzie się bez niespodzianek. I tutaj pojawiły się


schody. Nikt nie odpisywał na e-maile. Nikt nie odbierał telefonów. Sklep stacjonarny od wypożyczenia umywał ręce, ponieważ oni torby tylko przekazują.


Wszystkim zajmuje się "sklep" zewnętrzny z którym kontakt nie istnieje... Jedyne co mogłem zrobić to trzymać kciuki, że nikt o mnie nie zapomniał i torba


będzie na mnie czekać. Na szczęście tak właśnie się stało.




Trochę o walizce.


Torba jaką bikeatelier udostępnia to Polaris model Bike Pod Pro Bike Case. Mimo, że nie kosztuje ona mało (~550 funtów) to z początku wydała mi się mało


solidna. Nigdy jednak nie miałem styczności z żadnymi innymi torbami. Na szczęście Pan w sklepie zapewnił mnie, że "klienci ją sobie chwalą". I teraz ja, z


perspektywy czasu ja również mogę powiedzieć, że sobie chwalę ;-) Trochę się trzeba nagimnastykować przy pakowaniu roweru (czyt. odkręcić koła, pedały,


siodło, kierownicę oraz jeden koszyk na bidon), ale dzięki temu wszystko jest dobrze zabezpieczone. Koła oddzielone są z obu stron od ramy pianką. Sama


rama natomiast pasami trzymana jest ze wszystkich czterech stron. No i o ile sama torba wydawała mi się z początku dosyć mała, to udało mi się do niej


zmieścić jeszcze masę dodatkowych rzeczy, takich jak: buty, kask, narzędzia, bidony, dętki, ciuchy na rower, trochę jedzenia a jeszcze zostało trochę miejsca!


Nie chciałem jednak przesadzać. Waga na lotnisku i tak pokazała 28kg. Limit w RyanAir wynosi 30kg, ale i tak nikt tego nie ważył :-)



Wspomnę tylko jeszcze o kółkach. Niestety moja torba miała "skopane" kółka, które powodowały, że sama walizka podczas ciągnięcia cały czas skręcała w bok.


Przy przejściu kilkunastu, może kilkudziesięciu metrów było to do przeżycia. Jednak, gdy musiałem pokonać większy dystans... miałem ochotę ją skopać i


zostawić. Teraz może to brzmi śmiesznie, jednak gdy trzeba z nią iść przez miasto wcale już takie śmieszne nie jest :-)



Plan.


Plan był prosty. Jazda od zmierzch do świtu. Wyjazd wcześnie rano i powrót późnym wieczorem. Życie jednak trochę zweryfikowało plany. Po pierwsze brak


treningu w PL. Po drugie zmęczenie. Po trzecie pogoda. A po czwarte, fakt, że przyjechałem w końcu na urlop i nic nikomu nie muszę udowadniać (!).


Oczywiście łatwiej powiedzieć niż zrobić. Jedynie ostatniego dnia ze względu na pakowanie zrobiłem mniej niż 100 kilometrów ;-)



Trasy.


Przed wyjazdem wszystkich tras szukałem w Google. Niestety jednak większość była albo na tyle "krótka", że nie było sensu nawet zawracać sobie nimi głowy,


albo skierowana pod rowery MTB. Wtedy przypomniałem sobie, że przecież Strava oferuje wyszukiwanie aktywności - strava.com/activities/search. Niestety


na dwa dni przed wyjazdem oferować już przestała. Wtedy skończyło się na wyszukiwaniu aktywności w Stravie poprzez Google :-)




Na miejscu...




Co warto wiedzieć.


+ Koła najłatwiej jest rozwalić w miastach. W wielu miejscach znajdują się "spowalniacze" w postaci "hopków" (przejść dla pieszych), albo wcięć w


nawierzchni (zwolnij!).. O ile nie są głębokie, to jednak zawsze miałem wewnętrzny niepokój przed przejeżdżaniem przez nie na pełnej prędkości.


Dodatkowo w miastach asfalt jest przeważnie dużo gorszej jakości niż w górach. Na żadnej górskiej trasie nie miałem takiego problemu z nawierzchnią jak w


mieście. Dlatego zamiast nak... jak dzik po mieście, sugeruję zwolnić i patrzeć pod koła.




+ Jeśli prognozy informuję, że będzie wiać, warto sprawdzić windy.com. Można prześledzić kierunek i siłę wiatru dla danej godziny w danym dniu.


Zdecydowanie pomoże to zaplanować trasę na dany dzień. Zawsze można spróbować złapać wiatr w plecy ;-)



+ Na drogach można czuć się bardzo bezpiecznie. Hiszpanie bardzo ostrożnie podchodzą do wyprzedzania rowerzystów. Przy drogach znajdują się znaki


"uwaga rowerzysta" lub takie, które informują, że minimalna odległość wyprzedzania to 1.5 metra. O dziwo (patrząc z mojego punktu widzenia) 99%


kierowców się do tego stosuje. Oczywiście zawsze znajdzie się jakiś gamon, który przejedzie bliżej, jednak nigdy nie było to tak blisko jak w Polsce!




+ Spotykani na drodze kolarze to głównie "gbury". Być może nie ma tutaj takiej "kultury" (zwyczaju) jak w Polsce, ale rzadko kiedy ktokolwiek machnie ręką


czy powie "cześć". Przeważnie każdy patrzy jedynie przed siebie.



+ Pasy ruchu są, ale nikomu nie przeszkadzają ;-) Nie raz (zwłaszcza w mieście) zdarzyło się, że ktoś ze skrajnie lewego pasa nagle skręcał w prawo. Jazda


na wprost z pasa do skrętu to standard.



+ Na przełomie stycznia / lutego, słońce wschodzi po godzinie 8:00. Nie ma sensu więc nawet myśleć o wcześniejszej. Inaczej, albo trzeba się będzie cieplej


ubrać i później wozić wszystko ze sobą, albo zmarzniemy :-)



Pro tipy...


+ Korkociąg do wina! Niestety ani jeden mój scyzoryk / multitool owego nie posiadał. W sklepach, w których kupowałem wino, też nikt nie miał niczego, czym


mógłby je otworzyć. W związku z tym zawsze korzystałem albo z lokalnego baru alb z pomocy gościa z recepcji mojego hostelu.



+ Jeśli ktoś jest zainteresowany gotowaniem w hotelu a nie ma do tego infrastruktury, polecam zabrać grzałkę (elektryczną). Jestem w szoku jak dużo potraw


przy jej pomocy udało mi się zrobić. Kurczak w pomidorach z makaronem czy jajecznica na kolację został moją specjalnością wyjazdu.




+ IMO nie warto brać swojej kawy ani kawiarki. Przy drodze (nawet w miasteczkach) gdzie na próżno szukać supermarketów, znajduje się pełno kawiarni.


Cena za pojedyncze espresso oscyluje w granicy ~1 - 1.20 euro. Za najdroższe płaciłem 2 euro, natomiast za najtańsze 1.10 euro.




+ Torba pod siodłowa może się przydać. Osobiście woziłem ze sobą pompkę oraz zapasową dętkę zamocowaną pod siodłem. Jednak oprócz scyzoryka, który



miałem w kieszeni, brakowało mi miejsca na jakiś multitool. Można wozić w tylnej kieszeni kurtki / koszulki, ale nie będzie to na pewno tak wygodne.



+ Gdy już miałem ustaloną trasę, zawsze dzień wcześniej przy pomocy Google Maps szukałem miejsca gdzie będę jadł. Wprowadzając dany punkt w Garmina,


pozwalało mi to zaoszczędzić nie tylko pieniądze, ale i czas. A czytając opinię ludzi w internecie o danym miejscu można przynajmniej dobrze wybrać!



+ Podczas mojego wyjazdu kurtka (wiatrówka) to podstawa. Bez niej nie radzę nawet wychodzić z domu.



+ Ceny warzyw oraz owoców sa niższe na targu niż w marketach. W kapturze wiatrówki z powodzeniem można wozić ponad pół kilo truskawek :-)




Co można robić w Maladze wieczorami?


Nie wiem... ja jadałem kolacje, popijałem wino i planowałem trasy na drugi dzień ;-)





2 comments :

  1. O, bardzo przydatny wpis. Ten pokoik, to jakiś hostel?

    ReplyDelete
    Replies
    1. Hej Krzyśku, dzięki za miłe słowo. Tak, konkretnie to jest Hostel Ciudad Jardin w Maladze -
      https://www.booking.com/hotel/es/hostal-ciudad-jardin-malaga.en-gb.html. Znajduje się on kilka km od centrum, ale mając rower nie stanowi to żadnego problemu. Zaraz obok znajduje się cukiernia z bułkami / kawą oraz bagietkami a kawałek dalej duży Market.
      Na zdjęciu tego nie widać, ale w pokoiku (za mną) jest jeszcze oddzielna łazienka (na czym mi zależało) oraz miejsce na buty i ubrania.
      Może nie jest to 5 gwiazdkowy hotel, ale po całym dniu na rowerze nic więcej do szczęścia mi nie było potrzebne. Na minus niestety trochę papierowe ściany oraz drzwi, ale generalnie jestem zadowolony. Obsługa nawet chciała przetrzymać mi rower / walizkę w osobnym miejscu, ale nie było takiej potrzeby.

      Delete