Wednesday, 7 February 2018

Cycling Andalucia!

Malaga - El Chorro - Camino Del Rey - Malaga


Gdzie, mógłby wybrać się wspinacz będący w Maladze, jeśli nie do El Chorro?



Zmęczony po długiej nocy z hostelu ruszam dopiero około 10:00. Pogoda jak drut. Ciepło i bez wiatru. Godzina jazdy przez miasto. Przejazd ruchliwą


dwupasmówką, kilka rond, miejscowe "slumsy" i w końcu wyjeżdżam na mniej ruchliwą, drogę. Kręci się już znacznie lepiej. Nie muszę co chwilę spoglądać


GPS. Mogę skupić się na same jeździe.



Trasa początkowo nie powala. Płasko oraz brak jakichkolwiek widoków. Dopiero kilkanaście kilometrów przed El Chorro krajobraz nabiera kształtów.


po drodze mijam wiele upraw pomarańczy


w oddali wyłania się w końcu El Chorro


widoki z podjazdu do miasta


Przez centrum przejeżdżam bardzo sprawnie. W pamięci najbardziej utkwił mi podjazd oraz wątpliwej jakości zjazd. Niestety asfalt poprzecinany jest co chwilę


pociętym asfaltem i progami zwalniającymi.



Dalej teren wygląda już dużo lepiej. Jedzie się dużo ciekawiej. Raz w dół, raz w górę. Coś się dzieje! Mijam z prawej wielkie jezioro i przejeżdżam obok Camino


Del Rey.



Camino Del Rey


Dalsza trasa prowadzi przez teren parku. Podjazd jest długi, ale "stabilny". Gdy docieram do jego końca dochodzi godzina 13:00. Teoretycznie mam jeszcze


ponad 4 godzin słońca, jednak powoli zaczynam odczuwać zmęczenie. Niestety brak treningu daje się we znaki. Postanawiam zawrócić.



Nie ma jednak tego złego... mogę przynajmniej cieszyć się zjazdami.


relaks


Za El Chorro zatrzymuję się na krótką przerwę. Czas na odpoczynek i espresso.


Po przerwie oraz zastrzyku kofeiny kręci mi się już zdecydowanie lepiej. Nawet nie wiem kiedy docieram do Malagi. I mimo, że nie udaje mi się w całości


zrealizować założonego planu to dzień i tak kończę ze 140 km i prawie 1600 metrami przewyższenia.







dobre zakończenie długiego dnia ;-)


Strava: click!



Malaga - Benamargosa - Velez-Malaga - Malaga


Trasa zaczyna się praktycznie spod samego hostelu. Kilkaset metrów niżej w jednej z bocznych uliczek od razu zaczyna się podjazd. Trwa kolejne 20km ...


Plus jednak jest taki, że po tych pierwszych kilometrach, główne podjazdy będę mieć już za sobą.


Malaga

paręset metrów wyżej

koniec wydaje się już na dostępny na wyciągnięcie ręki

podjazd


Wiedz, że jest dobrze gdy nachylenie spada do 5% a Tobie wydaje się, że jedziesz z górki :-)


Najgorsza jest końcówka. Gdy wydaje się, że jest już blisko szczytu, teren w dalszym ciągu utrzymuje stabilne 12 - 13%. 

pierwszy "zjazd", ale to jeszcze nie koniec...



w końcu widok na drugą stronę

i znowu "zaczynają" się zjazdy

kilkanaście kilometrów dalej krajobraz ulega minimalnej zmianie


Dalej droga prowadzi raz w górę, raz w dół. Jest trochę zjazdów, ale również dużo podjazdów. Niestety mijając kolejne szczyty zaczynam odczuwać coraz

większy wiatr. Miejscami na poboczu leżą resztki śniegu. Kto by mógł spodziewać się śniegu na wysokości blisko 1000 metrów?


chyba najbardziej urokliwe miejsce jakie tego dnia znalazłem


Od tego miejsca zaczynają się już konkretne długi i kręte zjazdy. Miejscami nachylenie sięga nawet -20%.



Jest jasne, że przy takim nachyleniu na rowerze oprócz tarcz przydaje się jeszcze silny zwieracz! -20% to już nie są rurki z kremem a na 25mm jakoś nie



sprawia, że czuje się super pewnie.



miejscowa dzicz


W Benamargosa robię krótką przerwę. Osłonięty od wiatru, łapiąc ciepłe promienie słońca rozmyślam co dalej.

przerwa na obiad


Przez chwilę przechodzi mi przez myśl, aby rozszerzyć moją pętlę. Przejazd przez Cutar i dodatkowe kilkaset metrów przewyższenia. Rozsądek jednak bierze

górę nad ambicjami i finalnie odpuszczam.



Po wyjechaniu z miasteczka trasa dostarcza jeszcze kilku mniejszych zjazdów. Niestety czuć wiejący prosto w paszczę wiatr. Nie jestem w stanie nawet

rozwinąć maksymalnej prędkości. Jednak gdy w końcu dojeżdżam do głównej drogi prowadzącej do Velez-Malaga łapię wiatr w plecy, dzięki czemu bez


problemu udaje mi się na prostej utrzymać prędkość 40-45 km/h.



W Velez-Maladze zatrzymuję się na szybką kawę i coś do jedzenia. 

ładowanie baterii Velez-Malaga


Po kawce wskakuję ponownie na rower i zmierzam już w kierunku Malagi. Trasa super. Praktycznie cały czas ciągnie się wzdłuż wybrzeża. Niestety wiatr cały


czas wieje prosto w twarz. Mimo płaskiej drogi nie jestem w stanie nawet utrzymać średniej 30 km/h.



Najgorsza jest końcówka kiedy trzeba zrobić jeszcze kilkadziesiąt metrów przewyższenia a wiatr prawie zatrzymuje... chce umrzeć.


Na miejscu odwiedzam lokalny Mercado i w blasku zachodzącego słońca odpoczywam na plaży.


zasłużony odpoczynek po ciężkim dniu

Strava: click!



Malaga - Alhaurín el Grande - Fuengirola - Malaga


Niestety znowu wieje. Nie ma więc wyjścia, trzeba chować się w górach.


Po wieczornych poszukiwaniach jako cel obieram Fuengirole. Kierunek przeciwny niż poprzedniego dnia. Tam mnie jeszcze nie było.



Początek jest tragiczny. Wieje tak mocno, że aby utrzymać równowagę trzeba "lekko kłaść się" na bok. Dodatkowo start trasy, prowadzi bardzo ruchliwą dwu


pasmową drogą.



Dalej jest już trochę lepiej. Nie wiele, ale lepiej! Nadal wieje prosto w twarz, ale przynajmniej jest mniejszy ruch.


Nie chce mi się... przez wiatr kręcę nie szybciej niż 20 kilka km/h... tragedia.


klimatyczne ulice mijanych miast, nawierzchnia idealna


W końcu "przyjeżdża wybawienie. Mija mnie inny kolarz z którym kręcę kilka następnych kilometrów.


Od razu robi się raźniej. Osłonięty od wiatru i "ciągnięty" przez sympatycznego kolegę, jadę już grubo ponad 35 km/h :-) Nie trwa to długo, ale wystarcza

na tyle, aby "załapać wiatr w żagle" i trochę się rozruszać.



W Alhaurín el Grande nasze drogi się rozstają.

Alhaurín el Grande

Alhaurín el Grande i jego klimatyczne uliczki

lokalny gamoń


Wyjazd z miasta jest "najlepszy". 15% podjazd do ronda. Na końcu jeszcze ktoś wchodzi na pasy! Crem dela cream ;-)


Na szczęście dalej jest już tylko lepiej. Trasa prowadzi w bliskim otoczeniu gór. Brak wiatru, dwupasmowa droga i super widoki. Od razu jedzie się lepiej.




W końcu osiągam najwyższy punkt trasy. Zaczynają się zjazdy. 


Początek był tragiczny. Teraz jest rewelacyjnie. Pomijając wiejący (chwilami) boczny wiatr, jadę na pełnej. Nawierzchnia idealna. Droga dwupasmowa w obie

strony. Uśmiech ciśnie się na usta. Jest super!



W takim stylu dojeżdżam praktycznie do samej Fuengiroli.


Po drodze zatrzymuję się na targu, gdzie kupuję truskawki. *pro tip* w kapturze wiatrówki idealnie mieści się pół kilo truskawek :-)


Czas mam dobry. Zatrzymuje się w pobliskiej kawiarni standardowo na espresso oraz tartę.


Powrotna trawa prowadzi po raz kolejny wzdłuż wybrzeża. Widoki super.


Trasa powrotna to czysta przyjemność. Wiatr wieje cały czas w plecy. Chwilami nawet nie trzeba nawet kręcić a rower toczy się sam :-)


Tego dnia niebo jest idealne. Zapowiada się świetny zachód słońca. Postanawiam nie tracić czasu. Zabieram z pokoju wino. Z kawiarni kupuję ciastko i lecę

podjazdem z poprzedniego dnia w górę.



Po około 200 metrach zatrzymuję się na poboczu. Kawałek od drogi, w kompletnej ciszy, oglądam zachodzące nad miastem słońce.

w tle Malaga


Dobre zakończenie jeszcze lepszego dnia!



Stravaclick!



Malaga - Villanueva de la Concepción - Malaga (ucieczka przed deszczem)


Trasę tą znalazłem u jednego z lokalnych jeźdźców. Opisana była jako "moja ulubiona pętla". Około 100 km i ponad 1600 metrów podjazdów. Całość prowadziła


do małego górskiego miasteczka położonego na zboczu góry.




Niestety tego dnia miało padać. Aby zdążyć przed deszczem tym razem wyjechać trzeba wcześniej. Niestety pogoda nie zachęca. Nie pada, ale słońca brak.




Początek jak zwykle nudny i nieciekawy. Na szczęście po kilkunastu kilometrach zaczyna się już ciągły podjazd. Krajobraz również ulega zmianie.


Z daleka wygląda hardo. Na szczęście w rzeczywistości jest dużo lepiej.

tam byłem

a tędy mam wracać!


Gdy dojeżdżam do Almogii, na niebie mocno się chmurzy. Gdy wyjeżdżam za miasto zaczyna już lekko kropić. Nie odpuszczam jednak i jadę dalej. Chcę


podjechać trochę wyżej. Być może dalej, nie będzie to wyglądało tak źle.



Niestety docieram do założonego miejsca i wygląda to jeszcze gorzej. Aż po horyzont widać, że leje. Nie wiem co robić... Z jednej strony deszcze miały być


jedynie przelotne. Z drugiej jednak jazda w deszczu to nic przyjemnego. A już na pewno nie na zjazdach w górach. Stoję chwilę w miejscu. Dostrzegam gościa,


który jechał za mną i widzę jak zakłada kurtkę i zawraca. Nie pozostaje mi więc nic innego jak zrobić to samo.



Do serpentyn na szczęście docieram przed deszczem. Zjeżdżając w dół mijam jeszcze kolejnych kolarzy, którzy również zawracają. Mimo, że niesmak pozostał,


utwierdzam się tylko w przekonaniu, że podjąłem dobrą decyzję.



W drodze powrotnej ponownie udaje się złapać wiatr w plecy, dzięki czemu do miasta również docieram przed deszczem.  Mimo, że nie zrobiłem zaplanowanej


pętli to licznik i tak wskazuje ~100 kilometrów i ponad 1200 metrów w pionie...



Ten dzień zamiast na plaży z piwkiem kończę w knajpie z kawą oraz hiszpańską tortilla ;-) Nie ma tego złego! (...)



Strava: click!



Malaga


Tego dnia w planie miałem jechać do Mijas. W internecie znalazłem informację, że jest to jedno z ładniejszych miasteczek w pobliżu Malagi. Niestety ledwo


dotarłem do wyjazdu z miasta i... postanowiłem zawrócić. Prawe klano bolało mnie tak mocno, że nie byłem w stanie nawet stanąć na pedałach. Przyszedł czas


przymusowego odpoczynku. Dzień postanowiłem spędzić w jeżdżąc po (i zwiedzając) centrum.




Malaga - Olías - Malaga (horse climb!)


To był ostatni dzień w którym mogłem pozwolić sobie na jazdę. Wiedziałem, że trasa nie może być za długa bo będę wykończony. A przecież musiałem jeszcze


spakować rower... Z drugiej strony kompletnie nie wiedziałem czego spodziewać się po kolanach.



Postanowiłem ruszyć w pętle z drugiego dnia. Jednak z tą różnicą, że krótszą i bardziej "stromą". Znalazłem na Stravie segment, oferujący dodatkowe ~100


metrów przewyższenia. Według klasyfikacji Stravy oznaczony był jako Horse Climb :-) Gdyby z kolanami było na prawdę źle, mogłem po prostu zwrócić i


zjechać.



Wstając z łóżka już mi się nie chciało... ale co robić? Przecież nie odpuszczę! :-)



Mimo GPSa chwilę zajmuje mi znalezienie startu trasy. Początek jest ciężki. Z resztą jak zawsze. Dalej jest już tak samo. Podjazd znam z poprzedniego dnia.


Najgorszy jest jednak wiatr. Czasami wieje tak, że wyjeżdżając zza zakrętu zatrzymuje mnie w miejscu. Nie jest jednak tak źle. Nie forsując kolan jadę powoli,


ale stabilnie. Nigdzie mi się nie śpieszy. Najważniejsze, że ukończyć trasę!


Wydaje się cieplej niż ostatnim razem. Na poboczu nie widać już nawet śniegu. Najgorsza jak zwykle końcówka. 12%... Jednak się udaje. Docieram do końca


podjazdu. Pogoda nadal OK, ale na "szczycie" nadal mocno wieje.



Przychodzi czas wyczekiwanych zjazdów. 20 kilometrów w dół do centrum Malagi!



Jest super. Pomijając początek, zjazdy są długie i nie specjalnie kręte. Najlepsze, że chwilami widać długie odcinki prostej drogi, którymi będę jechać. Mogę


odważniej puścić hamulec i rozkoszować się prędkością. Na minus trochę nawierzchnia. Jest gorsza, niż ta na podjeździe. Na grubszych oponach pewnie by było


OK, ale tutaj jednak czuć każdą nierówność. Być może lepszym rozwiązaniem jest zacząć pętlę od drugiej strony.



Do Malagi dojeżdżam zgodnie z planem. Po drodze odwiedzam jeszcze lokalny Market i zajadając się słodkimi truskawkami powoli żegnam się z miastem...



To był dobry "urlop". Hiszpania na pewno nie raz zobaczy mnie jeszcze na rowerze. Zdrówko!



Strava: click!




No comments :

Post a Comment